7 X 09 2009-10-07 22:58:14

Zerkam na zegarek wiszący w kuchni. Wskazówka opada mi na grzbiet i przygniata mnie do ziemi. Ląduję zatem z hukiem, spadam z tarczy zegara chwytając się szóstki, przekręcam ją na dziewiątkę. Do szóstej pędzę przez amsterdamskie kanały. Jarzeniówki przecinają kałuże, w których się pluskam. Do zamykania oczu zmusza mnie tylko wpadające przez dziury dzienne światło. Nocami wbiegam na dachy i ześlizguję się z rynien. Szukam wiatru w kominie, łapię deszcz w kalosze, przechadzam się po sznurkach na bieliznę. Czasem siedzę i uśmiecham się do Pana Księżyca. Wzrokiem popędzam wolno toczące się wielkie i małe wozy. Po szóstej, z obładowanymi cegłą kieszeniami wychodzę z kopalni i wkładam przyciemniane okulary.

Nie miałam ostatnio zbyt wiele czasu, szóstka myliła mi się z dziewiątką, a dni zlały się w jedność i różnorodność. Balansuję cały czas na granicy rzeczywistości i snu. Wielki wóz toczy się nieustannie. Codziennie wstaję raczej wcześnie rano i staram się ustać na nogach do wieczora. Potrzebuję czasu na przystosowanie się. Nakręcam sobie zegar biologiczny. Śruby zgrzytają, tryby opornie dają się rozkręcać, z dziurki wylatuje stara kukułka skrzecząc coś. Wskazówka ucina mi głowę. Oddam głowę w dobre ręce – skrzeczy drewniany ptaszek, zostawiając mi swoje jajko.

Poznałam dziś parę osób, z którymi będę się uczyć. Nauki w tym roku jest dużo i jak głosi stara sentencja 'lepiej żebyś miała wsparcie, niżbyś go w ogóle nie miała'. Przeraża mnie tylko brak czasu. Do szóstki dodać dziewiątkę i niech dzień ma 69 godzin, a noc drugie 69. Szczyt lenistwa i rozrzutności. Dobrze, że Bóg stworzył ziemię najpierw, a ludzi później, bo gdyby miał słuchać wszystkich oczekiwań względem świata, poprzestałby być wszechmogącym.

Czekamy na Katarzynę, Johny pozdrawia, Mleczko wyleguje się w matniach bielizny. Odpoczywamy ale i tak jesteśmy zmęczone. Nieustannie siłujemy się rzeczywistością.

24h na dobę.

skomentuj (0)

30 X 09 2009-09-30 23:53:00

Wciąż jestem pod wrażeniem 'Bękartów Wojny'. Scena z umierającą Melanie Laurent spędza mi sen z powiek, a moment, gdy Jacky Ido rzuca niedopałek w stos taśm filmowych pogrąża mnie w wirze przemyśleń. Bywa, że zazdroszczę geniuszom. Zazdroszczę im szczerze i pozytywnie, maczając końcówki rzęs w tworach ich fantazji. W przypływie odwagi zwróciłabym się do mistrza: 'gringo, chciałabym namiary na Twojego dealera'. A on odparłby 'gonna roll a carpet' i na wzór Loba przyciągnąłby za sobą skręta ze świeżo trzepanego dywanu.

Jutro zaczyna się rok akademicki. Wyprasowałam sobie koszulę, wyczyściłam marynarkę, wypastowałam buty. I tak się czuję sobą i nie-sobą. Wkładam czapkę i ją zdejmuję. Obijam się o swoje spojrzenia. Zerkam zza rogu, wyglądam przez dwa okna naraz. Spokojne dwie pary kocich oczu wiszą gdzieś pod sufitem. Zbieram pajęczyny, owijam się nimi jak mucha samobójca. Rano kąpiel i golenie pod włos, szorowanie pięt, nałożenie korektora na cienie. Johny!!! Masz może puder?*


* trochę jak Nosowska, ale tak być musi!

(i jeszcze ukłon w stronę geniuszu Witkiewicza)


 

skomentuj (0)

26 X 09 2009-09-26 20:07:16

Budzi się we mnie nowa siła. Poczułam to dziś i zatrzęsły mi się ręce. Mam palpitacje serca i niebieski wzrok. W wieku dwudziestu lat wiem kim chcę być. Nie są to już dziecinne wyobrażenia i bajeczne sny. Moja głowa opiera się na twardym ramieniu rzeczywistości. A w głowie.. Przypominają mi się roje pracowitych pszczół bez opamiętania zlizujące płaty złotego miodu. Dźwięk bzyczenia rozprzestrzenia się po całej polanie, później lesie, najbliższych wsiach. Na całej przestrzeni nieba widać wirujące czarne punkciki.

Odganiam ręką natrętną muchę i popijam sok grejpfrutowy. Idę dziś z moją Jenny na 'Bękarty Wojny'. W lodówce stoi sałatka, którą dziś zrobiłam przewidując nasz szaleńczy głód po powrocie z kina. Mleczko zasnęła wtulona w nasze poduszki. Wieczór jest dziś spokojny, w kilku oknach kamienicy pali się światło. Ktoś szykuje sobie kolację, ktoś inny tańczy przed lustrem walca, w oknie wyżej odbija się blask włączonego telewizora. Na dziedzińcu co jakiś czas słychać ciche stukanie spadających kasztanów. W większości mieszkań jest ciemno, nie pali się światło. Ja też wkrótce zgaszę swoje i dołączę do ludzi włóczących się sobotnią nocą ulicami Warszawy.

Mógłby to być zwykły spacer bez żadnego celu. Relaksujące obijanie się o mury i płoty. Błądzenie w ciemności, wicie się między latarniami. Rozciąganie ciała na linii metra, podskakiwanie na schodach. Wyśmiewanie spieszących się ludzi. Nabijanie się z tych rozmawiających przez telefon. Krzyczenie do nich, że ja pierwszy krok mam za sobą, podczas gdy oni tym samym krokiem chodzą do tej pory. Wyciąganie się na ławce, patrzenie w gwiazdy nie po to, żeby je podziwiać tylko obojętnie lustrować wzrokiem kwadraty nieba.

Zerkam na zegarek, trochę się śpieszę do kina, więc ściskam kota, gaszę światło i wychodzę trzaskając drzwiami.

skomentuj (0)

23 X 09 2009-09-23 23:32:43

Była dziś u mnie Izunia. Odebrała mnie z pracy i zjechałyśmy na Powiśle. Ona autobusem ja rowerem. Dotarłyśmy do domu w tym samym czasie. Zjadłyśmy zupę ogórkową przyrządzoną przez Jenny i popiłyśmy bronxem. O wpół do 9 wróciła do siebie, a ja ogarnęłam trochę mieszkanie. Pozmywałam naczynia, przetarłam blat, umyłam kuchnie i w rytm 'All Blues' starłam na mokro podłogi.

Cały czas czytam Murakamiego i wtapiam się w aurę samotności, jaką emanują jego bohaterowie. Smutne jest to, że skończył mi się właśnie sok grejpfrutowy i nie mam czym popić papierosa. Mleczko łasi się do pustej miski. Obojętnością próbuję jej dać do zrozumienia, że zjadła już pełną dzienną dawkę dla małego kotka. Nie mogę jej przecież dawać jedzenia jak tylko mnie o to poprosi. Chodzi o umiar, a jej szare łapki nie mogą stąpać po granicy.

Wzięłam przed chwilą długą kąpiel z książką w ręku. Wanna jest zupełnie osobnym miejscem. Mieszkanie składa się z pokoju, kuchni i łazienki. Wanna nie zalicza się do wymienionych miejsc, ani nie wchodzi w skład podziału. Leżąc w wannie rzeczywistość odbiera się zupełnie inaczej. Na przykład dźwięki. Przybywają jakby przemierzyły niewyobrażalne długości, przebijając się przez kilka obcych światów. Wydobywają się spod i z wanny, rur, sedesu, wpływają przez szparę między drzwiami i podłogą. Poza tym mam wrażenie, że dźwięki w mieszkaniu są inne wtedy, gdy jestem sama. Można się ich bać ale ja je bardzo lubię. Gdy jest Jenny w ogóle ich nie słyszę, albo nie zwracam uwagi. Samotność wyczula zmysły ale rutyna je zabija więc jeśli zrównoważyć oba rodzaje płynących dźwięków może z tego wyjść całkiem niezła piosenka. Nie to co 'song without melody'.

Wyrabiam sobie ostatnio dużo nawyków. Nawyk dokładnego szczotkowania zębów, nawyk zmywania po sobie, nawyk pisania. Cieszy mnie to, że wszystkie nawyki dotyczą mnie i tak naprawdę wyrabiam je dla swojego dobra. Człowiek uczy się przez całe życie, a ja na tym etapie życia uczę się dbać o siebie. To bardzo ważne, ponieważ mając tę świadomość lepiej dbam o innych, a inni dbają o moje nawyki i nie ma większego sukcesu od czerpania satysfakcji z tego nakręcającego się koła.

Mleczko ułożyła się na krześle obok mnie. Obie z niecierpliwością czekamy na Jenny, ponieważ zaczyna nam brakować jej zawodzącego wykonania 'Summertime.' Tymczasem ciszy nocnej nie omieszkała nam wypełnić utworem Georga Gershwina Toshiko Akiyoshi, z którą spędzamy dzisiejszy wieczór do końca.


skomentuj (0)

21 IX 09 2009-09-21 23:13:29

Spędziłyśmy dzisiejszy wieczór razem. Jenny podgrzała leczo, zapaliłyśmy po papierosie. Później leżałyśmy w łóżku i słuchałyśmy muzyki. Nawet teraz siedzimy razem przy stole. Jenny projektuje nową czapkę, podczas gdy ja namiętnie poddaję się garbieniu przed laptopem. Zregenerowałyśmy siły jajkami na miękko i popijamy herbatę z cytryną oraz sokiem malinowym. Żurek obiecał mi ostatnio, że przyniesie mi do pracy wypielęgnowaną przez siebie cukinię. W związku z tym zamierzam w przyszły weekend zrobić szaszłyki.

Zadzwoniłyśmy do Mańki aby zaprosić ją na piwo. Mańka jest moją pierwszą od dłuższego czasu koleżanką do picia bronxów, ponieważ prawie nikt z moich znajomych nie przepada za piwem. W drodze na Openera kierując się zasadami, że przed 6 pić nie wypada otworzyłyśmy pierwszego 'heńka' punkt 6. I pomyśleć, że od dłuższego czasu piję tylko sok malinowy i grejpfrutowy. (!?)

Do kin wchodzą dwa świetnie zapowiadające się filmy reżyserowane przez dwóch genialnych twórców. Pierwszy z nich to 'Bękarty Wojny' Tarantino, chwilę po nim wyświetlany będzie film Pedro Almodovara: 'Przerwane objęcia'. Dawno już nic nie oglądałam i od jakiegoś czasu miałam ochotę wybrać się do kina, a Pedro i Quentin popchnęli mnie do zmiany zamiarów w działanie – zaprosiłyśmy się z Jenny na seans. Ona zaprosiła mnie na 'Bękarty', a ja ją na wlepianie gał w Penelope Cruz.

Hiszpanki są jak jawajskie wulkany. Wybuchają gwałtownie grubymi strumieniami lawy, która mimo, że niszczy przyrodę, daje później żyzne podłoże dla rodzących się na nowo roślin. To lepsze niż hodowanie sztucznych kwiatów. Czasem jest mi przykro, że jestem typem człowieka, który raczej chowa się ze swoją złością niż pluje nią na wszystkie strony. To tak jak z jedzeniem: jeśli pod językiem ugrzęźnie niesmaczny kęs lepszym rozwiązaniem jest go od razu wypluć niż później nim wymiotować. Zgrzytanie zębami niszczy szkliwo, a po zaciskaniu pięści w kieszeniach robią się zakwasy. Z bezsilną złością jest jeszcze gorzej. A ze złością na samego siebie wiąże się zakup sztucznej szczęki. Bez sensu jest, że przez kogoś można mieć w sobie tyle złości. Złości, która nie narodziła się w głowie, tylko została przekazana.

Infekcja i zakażenie!

Resztę wieczoru zamierzam spędzić w łóżku nakręcając razem z Ptakiem Nakręcaczem śrubę świata. Czytam i słucham muzyki do 1-2 w nocy. Rano nie piję kawy ani żadnych dopalaczy. Pracuję cały dzień i uczę się zapominać o zmęczeniu i stresie. Tyle sie zmieni i czasem nie mogę powstrzymać się od zgrzytania zębami. I już nie wiem czy to ze złości, czy strachu.



skomentuj (0)

wielki wybuch 2009-09-18 01:56:20

Byli u nas dziś Poziomka i Kalafior. Ich przybycie zwiastuje polepszenie humoru. Cieszymy sie zarówno z ich przezwisk, jak i z tego, że niedawno wzięli ślub. Cieszymy się też z innych powodów, przy konsumpcji których zwykłam mówić „Gdzie jest, ja się pytam, Katarzyna”? Czuję się lepiej, aczkolwiek nie jest to stan perfekcyjny. Perfekcją jest leżenie w ciepłym łóżku. Leżąc owijać sobie cały wszechświat wokół palca na wzór procesu rodzenia się waty cukrowej i gdy już cała droga mleczna ulegnie skondensowaniu, pożreć ją, tak jak oczami pożera się z wystawy ciasteczka z bitą śmietaną.. I na końcu zdrowo to wszystko wysrać.

Patrzyłam dziś na dwie piękne kobiety. Siedząc przy stole, paliły papierosy, rozmawiały i patrzyły sobie w oczy. Myślałam o tym, że zawsze będąc z boku mam przyjemność nie wtrącać się w ich świat tylko patrzeć na pejzaż, który rysują ruchem swoich rąk. Cieszyło mnie też to, że nie nigdy nie krępowały się rozmawiać przy mnie. Jesteśmy jak planety, krążące po oddzielnych orbitach, które krzyżują się gdzieś we wszechświecie. Wykonawszy pełen obrót wybuchamy i przeradzamy się w supernowe.

Zakwitło we mnie cudowne marzenie i dojrzewa powoli jak jesienny kasztanek. To dobre uczucie móc powiedzieć, że coś jest moim marzeniem, ponieważ jest to dla mnie nowość. To mój pierwszy raz i będę je pielęgnować. Bo jak człowiekowi od początku odbiera się marzenia to stopniowo nie wie o czym marzyć. Ale zrozumiałam, że marzenia są ponad rzeczywistość, ponieważ są nierealne dlatego celem musi być przeskoczenie rzeczywistości. Po prostu.

Jenny i Mleczko czekają już na mnie w łóżku. Jenny zaraziła się ode mnie chorobą, ponieważ od zawsze pijemy kawę z jednego kubka. Wymasowałam jej łydki i zrobiłam kolację, żywiąc nadzieje, że będę skuteczniejsza od gripexu. Noce robią się coraz chłodniejsze, poranki orzeźwiają zaspaną skórę. Wyjeżdżając do pracy owijam sobie szyję szalikiem i pędzę usłanym liśćmi parkiem. W tym czasie mniej więcej, rok temu, wyszła Maria Awaria, która nieodłącznie kojarzy mi się z okresem jesieni. Nie miałyśmy jeszcze wtedy Mishy więc okno w kuchni otwierałyśmy na oścież. Pamiętam taką scenę jak ostatnim blaskiem słońca delektowały się piegi Gwiazdki, z którą urywałyśmy się z wykładów. Pamiętam też jak razem z Jenny zbierałyśmy kasztany aby udekorować nasze mieszkanie. Zaczynałam wtedy pracować w księgarni, nie miałam nawet butów na zimę i Jenny zaproponowała mi, że kupi mi conversy i będę je spłacać w ratach. Nienawidzę rat ale wtedy musiałam przystać na tę propozycję.

Wpadł do mnie dziś Pająk. Zastrzegł, że będzie utrzymywać metrowy dystans, ponieważ wciąż obawia się, że jest chory na ospę. Pokazał mi ośrodek wypoczynkowy, położony gdzieś na granicy Polski z Czechami i zaproponował, że jeśli będę już mieć dość rzeczywistości mogę podjąć w nim pracę, zwłaszcza, że pije się tam dużo piwa. Cóż, jedni uciekają w góry, inni do Nowej Zelandii, jeszcze inni marzą, a ci najwytrwalsi owijają sobie wszechświat wokół palca.

skomentuj (0)

15 IX 09 2009-09-16 00:01:27

Chciałabym wyjechać do Norwegii. Sam wyraz Norwegia brzmi surowo i przynosi na myśl mrożące zimno. Hiszpania, Portugalia, Grecja smakują jak ciepłe krewetki, Norwegia rygorystycznie musztruje bębenki słuchowe. Na północnych krańcach Norwegię przecina koło podbiegunowe północne, czyli o ile się nie mylę, podczas przesilenia zimowego noc trwa w tym miejscu 24 godziny, a podczas przesilenia letniego przez całą dobę jest jasno. Wspaniałe musi być zachowanie przyrody w tym miejscu, gdzie drapieżniki (w przypadku przesilenia zimowego) przygotowują się do całodobowego żeru, a roślinożercy do ciągłej ucieczki, podczas gdy w dniu przesilenia letniego wszelkie porosty i nieliczne kwiaty wyciągają w błagalnym geście swoje zmrożone ręce i sycą się jasną porą dłuższego dnia. O Norwegii pisał Leopold Tyrmand w bardzo dobrym zbiorze opowiadań pt.: 'Hotel Ansgar'. Tyrmand zakochany w Skandynawii opisywał tamtejsze krajobrazy tak, jak powinny być opisane – świeżo, szorstko, pięknie. Nie było tam miejsca na malownicze opisy „skąpanych w bladym słońcu zimnych fiordów” tylko chodziło głównie o grę pomiędzy naturą i następstwami II Wojny Światowej. Opisywał także życie codzienne mieszkańców, portowe speluny, na których zapleczach stacjonowały jednostki ruchu oporu, klimat panujący w miastach okupowanych przez wroga. Tyrmand mimo sympatii do Norwegów zarzuca im jedno – bierność. Owa bierność wynikła z tego, że kraje skandynawskie ucierpiały z rąk Hitlera najmniej, a Powstanie Warszawskie na przykład było tam postrzegane jako czyn bohaterski ale jednocześnie niezwykły. Mimo tego nasz polski pisarz bardzo ciepło wspomina mieszkańców fiordów. Drugi raz spotkałam się z taką opinią, gdy poznałam Katarzynę, która wróciwszy z Norwegii dużo mówiła o tym kraju i z jej ust nie padło ani jedno negatywne słowo, wręcz przeciwnie.

Grzegorz zrobił mi owijkę na kierownicę roweru. Mój jaguar wygląda teraz perfekcyjnie i jest przygotowany na jesienno-zimowe rajdy. Jeśli Grzegorz pasjonat ocenia mój rower jako 'całkiem nie źle wyglądający' oznacza to, że jemu samemu bardzo się podoba. Pogawędziliśmy chwilę na patio w '1500 metrów' i obiecał mi, że pożyczy mi „Pociągi pod specjalnym nadzorem” Menzla.

1500 jest nowym, ciekawym miejscem w Warszawie, gdzie artyści będą mogli wystawiać swoje prace począwszy od fotografii, rzeźby, malarstwa, po multimedia, happeningi, teatr i kino. Jak na razie jest to miejsce spotkań, które zostało przeniesione z Nowogrodzkiej na Solec.

Byłyśmy dzisiaj obejrzeć siłownię z Patrycją. Po przelotnym ogarnięciu wzrokiem surowej, nieprzyjaznej przestrzeni postanowiłyśmy zacząć poszukiwania od następnej środy.



skomentuj (0)

14 IX 09 2009-09-15 00:32:13

Skończyłyśmy jeść kolację. Kupiłam dziś chleb u mojej znajomki i bardzo nam smakował. Nawet teraz siedząc przed laptopem oblizuję wargi z resztek oliwy, pieprzu i soku pomidorowego. Kupię Katarzynie ten chleb gdy wróci z Norwegii. Jej powrót stał się symbolem, ponieważ gdy zagości na Powiślu, pokłoni się Johnemu i Sandrze, a na końcu witajając się za mną, będzie miała przed sobą po raz pierwszy mnie jako dzienną studentkę. Mój proces wyobrażania sobie tego ustaje i nie jestem w stanie sięgnąć do okresu po 1 października. Wygląda to tak, że moją przyszłość traktuję jakby najzwyklejszej kozie miały zaraz wyrosnąć złote skrzydła. To też takie krążenie po mistycznych, surrealistycznych korytarzach, gdzie siebie jestem sobie w stanie wyobrazić jedynie w postaci innej niż jestem teraz. Jakby bycie studentem miało przyozdobić mi dupę ogonem albo bocianim piórkiem.

Odwiedził mnie dziś w pracy Pająk. Pająk to znajomy fotograf, którego nie powstrzymała nawet ospa, by do mnie wpaść, dlatego pomyślałam dziś, że chyba mnie lubi. Ja też lubię, gdy jego blond czupryna świeci pod moimi jarzeniówkami. Podoba mi się jego ciekawość świata i odwaga z jaką opuszcza kraj i wyjeżdża z żoną i córką do Nowej Zelandii, ponieważ co innego siedzieć na górce w Niemczech czy we Francji, a co innego przemieścić się na wyspę oddaloną od swojego dotychczasowego życia o 12 stref czasowych!

Jenny integruje kota z owcą. Wygląda to tak, że Mleczko ciąga po całym pokoju dwa razy większego od siebie pluszaka. Pragnie go pożreć niczym gniewny smok wawelski jednak nie pozwala na to objętość jej brzucha, który ma się ku pęknięciu.

Hrabal dużo pisał o swoich kotach. Jego koty miały spojrzenia pełne bezgranicznej miłości, uszy strzygły tylko w momencie, gdy słyszały jego kroki, łapami zostawiały ślady wdzięczności. Chętnie wdałabym się w konwersację z panem Bogumiłem na temat tych spojrzeń, ale co z tego skoro zasycha mi w gardle i odbiera mi mowę, gdy wspominam jak mój kot na mnie patrzy. Secundo nie da się tego opisać, dlatego nie pozostaje mi nic innego jak tylko krążyć nad tematem i a nuż kiedyś trafię w sedno. Przy okazji napomknięcia o wspaniałym pisarzu muszę wyrazić mój podziw dla 'Czułego Barbarzyńcy', do lektury którego zapewne wrócę jeszcze nie raz delektując się czystą formą i fantastyczną wyobraźnią autora, gdzie kartki książki pulsują życiem towarzyskim głównego bohatera, dotykane jakąś nieziemską siłą przewracają się same. Kiedyś po lekturze Szklarskiego chciałam być Tomkiem Wilmowskim, Sapkowskiego – Ciri, a w tym momencie mogłabym być w jednej osobie Vladimirem Boudnikiem i Egonem Bondym z nieodłącznym tekstem tego ostatniego: 'kurwa fix!'.

Zamówiłam sobie teraz „Pociągi pod specjalnym nadzorem” i aby uciec od rutyny poprzeplatam trochę literaturę japońską z czeską. Za pięć minut wypalę papierosa i położę się obok dziewczyn. Mleczko zapewne mruknie coś przez sen i łypnie do mnie jednym okiem, a Jenny wystarczy, że jest i mam nadzieję, że dziś już nie będzie podkreślała swojej obecności głośnym chrapaniem.



skomentuj (0)

13 IX 09 2009-09-13 23:54:47

Lubię ten biały, pusty ekranik przede mną. Moje laptop love. Ale jak mam zły humor nie lubię pisać. Gdy mam zły humor nie lubię czytać ani grać, ani spać. Wtedy lubię tylko leżeć i wodzić wzrokiem od brudnych skarpetek w kącie, po zepsutą lampę na ścianie. W pustce ląduje i w pustce się obracam niczym szaszłyk na grillu. To wszystko przez jesienne przesilenie i wolny dzień. Za wolnymi dniami też nie przepadam, ponieważ mama urodziła mnie w środę i nie cierpię odpoczynku. Jedyną kreatywną rzeczą, którą dziś zrobiłam to umówiłam się z Patrycją na wtorek coby zapisać się na siłownię. W grę wchodzi squash więc jestem dobrej myśli.

Na kolację zrobiłam nam kanapki z suszoną kiełbasą, majonezem, pomidorem z bazylią i oliwą. Mleczko wyżarła środek maxikinga. Zmyłam naczynia pozbywając się wyrzutów sumienia i przetarłam kuchnię oraz parapet. Wskazówki zegara przyśpieszyły, za dwa tygodnie studia. Za godzinę koniec dnia. Reguluję sobie zegar biologiczny na jak najkrótszy sen, bo wiem, że tylko taki będzie mi potrzebny. Ten rok będzie moją największą próbą, ponieważ muszę się sama utrzymać, a na stypendia kościół żałuje.

Widziałam się dziś z Panijulką. Wprawdzie nie zamieniłyśmy słowa ze sobą ale zauważyłam, że na twarzy miała wyryte zmęczenie, a kłódka wisząca na szlufce od spodni symbolizowała uroczo brzmiące w jej ustach słowa 'weź spierdalaj, nie dotykać'. Mogę się mylić, takie było moje pierwsze wrażenie ale na downtown wyglądała zupełnie inaczej.

Mleczko przytula się do mnie mocno. Mądry kotek z niej. Wylansowana w fioletowe szeleczki była dziś na swoim pierwszym spacerku. Dzieci uśmiechały się do niej, panie przystawały zachwycone, a panowie pytali czy zawsze będzie taka mała. Nasza młoda dama zrobiła dziś show nad Wisłą.

Fizyczne czuję się już lepiej. Pozostał tylko katar zakłócający wyłapywanie dziwek Kenzo. Przeglądam sobie Produkt Polski autorstwa Sławomira Shuty'ego, który dostałam od kolegi z pracy. Moje osobiste zdanie – geniusz(!) Są to prześmiewcze kolaże tworzone w atmosferze absurdu i groteski. Autor wyśmiewa państwo katolickie, konsumpcjonizm, pijaństwo, politykę, zaściankowość czyli najgorsze strony narodu polskiego. Cała książka pulsuje nagromadzoną wybuchową mieszanką kiczu, reklam i infantylnych historyjek. Żal smutnie, acz prawdziwie ściska dupę, że to wszystko pasuje jak ulał do otaczającej nas rzeczywistości. Shuty oddaje czytelnikowi do dyspozycji kompozycję z wycinek gazet i swoje dzieło poddaje wątpliwej teorii recyclingu. Bo przecież trudno uwierzyć, że jesteśmy w stanie jeszcze raz przełknąć te wszystkie otaczające nas śmieci.

Chyba, że śmiejąc się poprzez łzy.

skomentuj (0)

12 IX 09 2009-09-12 23:14:30

Czytając prace Umberto Eco przypominam sobie ile jeszcze czasu muszę poświęcić na pielęgnację pokory. Pokora to chyba największa z cnót, o której najczęściej się zapomina. Z braku pokory wyrasta na twarzy ogromny nos, który zasłania widok wokół. Jak więc osoba z takim ogromnym nosem może zauważyć kogokolwiek? 'Stowarzyszenie Rodzin Żartobliwych W Temacie Religii Katolickiej' postanawia poprawę. (Sławomir Shuty)

Zbiłam gorączkę gripexem ale wciąż jestem osłabiona. Łykam tabletki i piję zupę. Moje kubki smakowe zasmakowały drzemki i nie domagają się pieszczot gastrofazy. Pół dnia przeleżałam w łóżku, gdy poczułam, że obowiązek powzięcia się w garść drapie mnie w stopy. Nasypałam więc do miski suchej karmy, poprawiłam saszetką i wyszłam na spacer, by nacieszyć się ostatnimi przebłyskami lata. W akompaniamencie szumu Wisły, usadowiona na leżaku, relaksowałam się błądzącą leniwie ciszą. Nawet dialogi krążących wokół mnie ludzi wydawały się bezgłośne. Porozumiewali się jak ryby, emocje zastygały im na twarzach, gesty wydawały się bezsensowne. Pociągi sunęły po moście niczym oderwane od ziemi oniryczne machiny. Wezmę jeszcze jednego gripexa. Taki to był cichy dzień, w którym ewoluowała moja choroba, wylewając się na mięśnie, stawy, kości, rozgrzewając policzki i czoło. Mimo niedyspozycji moich zmysłów wyczułam na mojej Jenny inne perfumy. „Z którą dziwką byłaś?” błyskam oczami podejrzliwie. Z Kenzo, kochana. Jej zdradom man Black XS Paco Rabanne, nigdy nie pobłażałam i zawsze mówię, że śmierdzą. Do mojej małej, czarnej, intensywnej Jenny Black XS pasują najlepiej, co się samo przez się słyszy i czuje.

Chciałam jeszcze napisać o Panijulce ale nie przychodzi mi do głowy nic innego jak tylko kołowrotek pracy, na który nakręca się jak żyłka wędkarska. Leżąc w łóżku cichutko cieszę się ze spokojnego weekendu i tego, że nie muszę jutro nastawiać budzika.

skomentuj (0)

11 IX 09 2009-09-11 22:58:53

Chciałabym zacząć od fenomenu złożoności świata i przeplatanych tu losów. Możliwe, że moje przemyślenia wysnułam na podstawie lektury Murakamiego, którego studiuję od niedawna i mimo zrażającej mnie formy dialogów, jego teksty zmuszają do wieczornej kontemplacji przy soku grejpfrutowym.

Poznałyśmy się z Jenny w miejscu i czasie, gdzie wcześniej obydwie nie planowałyśmy być. Gdyby nie przypadek nie odczytałabym jej wiadomości, w której zachęcała mnie do podtrzymania kontaktu. Właściwie to natknęłyśmy się na siebie dzięki mojej odwiecznej platonicznej miłości – Tobie, Read. Przy Jenny dojrzałam szybciej i wkrótce okazało się, że jesteśmy bratnimi duszami, które spotkały się w następnym wcieleniu. Jej były mąż jest jej najlepszym przyjacielem i autorem pamiętanego do tej pory tekstu o szkole mleczarskiej. Misha wypadła przez okno w tym samym momencie, gdy moje życie obróciło się o 180 stopni i pozostawiła po sobie między innymi kolekcję nakrętek, kapsli i korków skrzętnie przechowywanych pod łóżkiem. I gdy wczoraj miałyśmy się już kłaść spać, Mleczko wpełzła tam i odkryła kopalnię zakrętek. Nie wiem jakie były odczucia Jenny ale mnie się wydawało, że to mądre stworzonko z nabożną czcią i pamięcią dla zmarłej Mishy rozpoczęło zabawę tylko jednym korkiem. Odgłos szurania ożywił nasze mieszkanie i wszystko, co zakopałyśmy pod łóżkiem. Mleczko przypomniała mi, że grzebanie rupieci nigdy nie miało sensu, bo smutek zawsze na wierzch wypływa. I w tym momencie oblałam się sokiem grejpfrutowym (wprawdzie nie jest to kompot i nie brak wokół szmat do wycierania ale i tak masz uciechę, gdy czytasz ten fragment, Jenny. Już to widzę).

Murakami w swoich powieściach nie narzuca czytelnikowi kultury w której się wychował. Postacie wykreowane przez niego mogą kwitnąć w naszej wyobraźni jako nasze osobiste twory. To dlatego jego dzieła trafiają do ludzi na całym świecie. Są swego rodzaju opowieściami o zwyczajnym szaleństwie, których bohaterami są ludzie z wymazaną na czołach codziennością. Mimo, że akcja nie zawsze toczy się w Japonii, fenomenem jest dla mnie wyłuskanie atrakcyjności w pojedynczych zdarzeniach i życiu bohaterów, które jest tylko epizodem w nakręcającej się maszynie przemielającej miliard ludzkich istnień. Ich losy łączą się, by za chwilę odbić na własne tory, choć równoległe, to jednak prowadzące w przeciwne strony.

Mleczko drzemie mi na kolanach, co chwila zmieniając pozycje. Pokochałam tego kotka za bezgranicznie szczere spojrzenie. I jak tak na siebie patrzymy każde z nas widzi swój obraz w oczach na przeciwko.

No więc tak się już złożyło, że mamy następnego nadwrażliwca w rodzinie.


skomentuj (1)

10.09.09 2009-09-11 00:46:24

Wreszcie włożyłam mój szlafrok. Nastał taki okres, że nie mogę już siedzieć przy otwartym oknie w samych majtkach i bokserce. Nie to żebym jakoś specjalnie przepadała za chłodem ale chodzenie po domu w szlafroku jest dla mnie pewnym luksusem, wyrazem jakiejś poprawności i dobrego smaku, więc czasem, gdy mam ochotę pobyć Carringtonem, przyodziewam czarną szmatę.

Popijam sok grejpfrutowy dla otrzeźwienia umysłu. Mleczko przygląda się moim kwaśnym minom i przegryza stojącego na stole kaktusa. Jenny snuje na drutach swoje hendmejdowe projekty. Poznałam dziś córki mojej koleżanki z pracy – Katarzyny. To już druga Katarzyna, o której będę pisać. Jest przepiękną kobietą, o niebywałej prostocie postrzegania świata, połączonej z życiową mądrością, na ciuchlandy mówi „tanioszki”i to ona wyściskała mnie, gdy Misha miała wypadek. Ona również zastała mnie i moją Jenny na poddawaniu się miłosnym aktom na stanowisku pracy. Nie pozostało jej wtedy nic innego jak tylko życzyć nam „wesołych świąt”. Mieszka niedaleko księgarni więc mąż przynosi jej do pracy obiady, co rozczula mnie równie mocno jak codzienne szykowanie mi śniadania przez moją Jenny. Ich córki to Ania i Ela. Są bliźniaczkami, z tym że Ania jest niższa, na co Katarzyna rezolutnie odpowiedziała, że to kwestia pięciu minut przerwy między narodzinami. (Ania wyszła z brzucha jako druga). Obie przedstawiając mi się dygnęły identycznie i przywitały się ze mną uściśnięciem ręki. Dzieciaki reagują na mnie dziwnie. W ich wyrazach twarzy zawsze widzę pewną konsternację czy moje imię nie zostało źle wypowiedziane i czy aby nie należę do tych pięknych, młodych chłopców o dziewczęcych buźkach i anielskim głosie. Nie można nie wybaczyć tej niewinnej dociekaniny ale doprowadza to do tego, że trochę głupieję w takich sytuacjach. Oczywiście spontanicznie sięgnęłam do moich najświeższych przemyśleń i powiedziałam, że obie są przepiękne i odziedziczyły urodę po mamie. Oklepany tekst, ale fakt jest faktem. Chyba trochę dojebałam z grubej rury, ale jestem wdzięczna Katarzynie, że potraktowała mnie jako osobę godną poznania jej dzieci.

Późne lato to najbardziej zdradliwy okres dla zdrowia. W rytm ostatniej notki i prawd Kochanowskiego ostrzegam przed zostawianiem na noc otwartych okien. 'Mijaj zdrów otwarte okna', jak mawiał Irving. I ja mu przytakuję cedząc wyrazy przez chore gardło.


skomentuj (0)

09.09.09 2009-09-09 23:42:42

Odwiedziłam dziś moją dentystkę. Wyleczyła mi lewą siódemkę i pochwaliła za staranne szczotkowanie zębów. Ponieważ przy pierwszej wizycie wyjęła ogromną szczękę firmy colgate i uchyliła przede mną rąbka tajemnicy dokładnego mycia zębów, dałam sobie za zadanie dbać o jamę ustną. Na moje wielkie przedsięwzięcie wpłynął również fakt, że po każdej wizycie mój portfel ma niestrawności i w takich chwilach jak ta czuje się w obowiązku donieść mi o swoich przemyśleniach, że czas zastosować profilaktykę. Kochanowski pisał: 'szlachetne zdrowie,
nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz'. Podzielam zdanie poety i łączę się z nim w bólu bycia mądrym Polakiem po szkodzie.

Gabinet dentystyczny mieści się w okolicach mojego uniwersytetu. Przejrzałam dziś harmonogram zajęć i liczba ćwiczeń i wykładów wydaje się być rekompensatą za mój rok przerwy w nauce. Przeraził mnie też na poważnie fakt, że będę zmuszona odłożyć literaturę piękną na rzecz tekstów teoretycznych i nauki łacińskich sentencji. Postaram się trzymać wersji, że pierwszy rok zawsze jest najtrudniejszy.

Katarzyna wciąż w Norwegii. Moje poczucie czasu mówi mi, że wyjechała dwa miesiące temu i zaraz wraca. Nigdy nie noszę przy sobie zegarka i nie ogarniam do końca dni tygodnia, coś w tej mojej beztrosce jest, między innymi to, że Katarzyna wraca dopiero za półtora miesiąca. Udając się z nią na południową sjestę, a później jeszcze na popołudniową rosną we mnie jednocześnie niedowierzenie i podziw dla jej niegdysiejszego trybu życia, które kręciło się wokół całodziennego studiowania ,utrzymywania posady na pełen etat i nocnego przesiadywania nad książkami. A ona rozwiewa mój zachwyt machnięciem ręki mówiąc, że było jej po prostu szkoda czasu na spanie.

Dziadunio oddał mi dziś 2 złote, które pożyczyłam mu niegdyś na bronxa. Nadal jednak utrzymywał, że nie jestem dla nie go zbyt atrakcyjna, ponieważ jako epokowy już dziadunio woli barokowe kształty tj. wartość masy winna wynosić półtora kilograma w każdym cycku. W takich chwilach wizualizacji doceniam, że natura obdarzyła mnie raczej atletyczną budową ciała. W sumie zamiast się tym chwalić powinnam pójść wreszcie na siłownię. Tymczasem udam się wyczyścić zęby wedle zaleceń dentystki.

skomentuj (0)

8 IX 2009 2009-09-08 23:34:02

Mleczko dostała dziś nową zabawkę od Jenny. Jest to półmetrowy badyl do którego przytroczony jest barwny pióropusz. Kot wydaje się być bardzo zadowolony z prezentu, co potwierdza zanik kilku najbardziej błyszczących piórek. Jest taka malutka, że za każdym razem, gdy przechodzę do kuchni bądź łazienki uważnie stawiam kroki, bojąc się by nie rozdeptać tego szczurzego, smukłego ciałka. Czasem omyłkowo nazywam ją Mishą, ale myślę, że ani jedna, ani druga nie gniewa się na mnie, aczkolwiek osobowości obydwu można by umieścić w zgadywance 'znajdź 20 różnic'.

Piszę przy stole. Powinnam wymierzyć sobie policzek za te wszystkie marne próby tworzenia w chaosie pozycji leżących, półsiedzących i tym podobnych lenistw. Jeżeli ma się do dyspozycji stół i krzesło nie godzi się wybrać łóżka, które nasuwa na myśl starorzymskie wylegiwanie się z winogronem w gębie. Pisanie to akt. Podobnie jak z aktem miłosnym, trzeba stworzyć mu godne warunki. A w kąciku wyobraźni przeznaczyć miejsce na stukoty maszyny do pisania.

Wróciłam dziś z pracy bardzo zmęczona. Od jakiegoś czasu mam serdecznie wszystkiego dosyć. Za trzy tygodnie rozpoczyna się rok akademicki, a ja mam takie optymistyczne podejście. Nazwij to jak chcesz ale to na pewno sprawka przesilenia jesiennego. Jako podziemny szczur pozwolę sobie na stwierdzenie, że pogodę mamy fantastyczną. Na ledwo już ciepłe niebo wschodzi kołyszące się w złotych nitkach babiego lata wrześniowe słońce. W żadnym innym miesiącu w Polsce nie ma takiego słońca jak we wrześniu. Jego blask jest już lekko znużony, ospale rzuca plamy światła na dojrzewające kasztany. Rozlewa jak po trawie jak ciepłe mleko. Daje już tylko złudny cień lata.

Cieszę się, że mogę przetrwać następną zimę, tutaj, na Powiślu. Mimo wypadku z Mishą, czuję sympatię do tego miejsca i nieodłączną tęsknotę na myśl, że mogłabym opuścić to miejsce. Chyba jednak najbardziej powinno mi być żal siłowni, na którą zapisuję się już pół roku, a położona jest sto kroków od mojej kamienicy. Żując ziarna goryczy będę pluć sobie w brodę na wspomnienie o niej. Apeluję zatem do Patrycji abyśmy nie przekładały kupna karnetu na każdy poniedziałek tylko zrobiły to w którąś niedzielę.

skomentuj (1)

Johny masz może puder? 2009-09-07 21:35:37

Właśnie skończyłam wieczorną zabawę z coraz śmielszą Mleczko. Mleczko jest orientem długowłosym, a w tym momencie włochatym wężem boa, który owinął się wokół mojej szyi, grzejąc podniebienie. Jenny i ja postanowiłyśmy, że po pracy będziemy regularnie inicjować gry i zabawy z naszym srebrnoszarym dzieciaczkiem, aby stymulować jej dorastanie. Dziś na przykład biegała za wełnianą myszką, podczas gdy ja robiłam jej pierwsze zdjęcia. Jej mądre oczka pokrywa niekiedy mgiełka tęsknoty za mamą i rodzeństwem. Czasem błądzi po naszych śpiących, ciepłych ciałach szukając cycka do ssania. Wie co dobre.

Zaczęłam czytać 'Wymyśloną dziewczynę' Johnego Irvinga. Pożyczyła mi ją pani Ewa, która przychodzi do mnie odbierać książki. Irving pisze bardzo osobiście. Jego bohaterem jest zazwyczaj pisarz, New Hampshire, gdzie się wychował, króluje w jego utworach jako miejsce akcji, poza tym wszechobecne niedźwiedzie, cyrkowcy i zapaśnicy pojawiają się regularnie w jego powieściach. Facet musiał mieć naprawdę interesujące życie skoro wydaje grube tomiska i w ogóle w nich nie zanudza, zajebisty warsztat aby zamknąć to wszystko w ramach i cudowną wyobraźnię aby utopić Smutka i pozwolić mu wypłynąć. Pierwszą książkę Irvinga poleciła mi moja Jenny. Był to Hotel New Hampshire, w którym zakochałam się po uszy. To stamtąd wywodzi się słynne zdanie 'mijaj zdrów otwarte okna'. A 'Johny masz może puder' kultywuje Katarzyna przy powitaniach z regałem na książki.I myślę, że to Katarzyna powinna poczuć się w obowiązku donieść nam o swoich przemyśleniach a propos pisarstwa Irvinga, ponieważ przeczytała prawie wszystkie jego powieści. Katarzyna powiedziała kiedyś 'dziewczyny, uwielbiam chill out u was... i jeszcze ten Irving'. Kurde, ten Irving to naprawdę musiał być gość, skoro Katarzyna tak mówi.

skomentuj (0)

Księga Gości
znajomkowie i rówieśnicy
jenny.

statystyka