Wreszcie włożyłam mój szlafrok. Nastał taki okres, że nie mogę już siedzieć przy otwartym oknie w samych majtkach i bokserce. Nie to żebym jakoś specjalnie przepadała za chłodem ale chodzenie po domu w szlafroku jest dla mnie pewnym luksusem, wyrazem jakiejś poprawności i dobrego smaku, więc czasem, gdy mam ochotę pobyć Carringtonem, przyodziewam czarną szmatę.
Popijam sok grejpfrutowy dla otrzeźwienia umysłu. Mleczko przygląda się moim kwaśnym minom i przegryza stojącego na stole kaktusa. Jenny snuje na drutach swoje hendmejdowe projekty. Poznałam dziś córki mojej koleżanki z pracy – Katarzyny. To już druga Katarzyna, o której będę pisać. Jest przepiękną kobietą, o niebywałej prostocie postrzegania świata, połączonej z życiową mądrością, na ciuchlandy mówi „tanioszki”i to ona wyściskała mnie, gdy Misha miała wypadek. Ona również zastała mnie i moją Jenny na poddawaniu się miłosnym aktom na stanowisku pracy. Nie pozostało jej wtedy nic innego jak tylko życzyć nam „wesołych świąt”. Mieszka niedaleko księgarni więc mąż przynosi jej do pracy obiady, co rozczula mnie równie mocno jak codzienne szykowanie mi śniadania przez moją Jenny. Ich córki to Ania i Ela. Są bliźniaczkami, z tym że Ania jest niższa, na co Katarzyna rezolutnie odpowiedziała, że to kwestia pięciu minut przerwy między narodzinami. (Ania wyszła z brzucha jako druga). Obie przedstawiając mi się dygnęły identycznie i przywitały się ze mną uściśnięciem ręki. Dzieciaki reagują na mnie dziwnie. W ich wyrazach twarzy zawsze widzę pewną konsternację czy moje imię nie zostało źle wypowiedziane i czy aby nie należę do tych pięknych, młodych chłopców o dziewczęcych buźkach i anielskim głosie. Nie można nie wybaczyć tej niewinnej dociekaniny ale doprowadza to do tego, że trochę głupieję w takich sytuacjach. Oczywiście spontanicznie sięgnęłam do moich najświeższych przemyśleń i powiedziałam, że obie są przepiękne i odziedziczyły urodę po mamie. Oklepany tekst, ale fakt jest faktem. Chyba trochę dojebałam z grubej rury, ale jestem wdzięczna Katarzynie, że potraktowała mnie jako osobę godną poznania jej dzieci.
Późne lato to najbardziej zdradliwy okres dla zdrowia. W rytm ostatniej notki i prawd Kochanowskiego ostrzegam przed zostawianiem na noc otwartych okien. 'Mijaj zdrów otwarte okna', jak mawiał Irving. I ja mu przytakuję cedząc wyrazy przez chore gardło.