7 X 09

2009-10-07 22:58:14

Zerkam na zegarek wiszący w kuchni. Wskazówka opada mi na grzbiet i przygniata mnie do ziemi. Ląduję zatem z hukiem, spadam z tarczy zegara chwytając się szóstki, przekręcam ją na dziewiątkę. Do szóstej pędzę przez amsterdamskie kanały. Jarzeniówki przecinają kałuże, w których się pluskam. Do zamykania oczu zmusza mnie tylko wpadające przez dziury dzienne światło. Nocami wbiegam na dachy i ześlizguję się z rynien. Szukam wiatru w kominie, łapię deszcz w kalosze, przechadzam się po sznurkach na bieliznę. Czasem siedzę i uśmiecham się do Pana Księżyca. Wzrokiem popędzam wolno toczące się wielkie i małe wozy. Po szóstej, z obładowanymi cegłą kieszeniami wychodzę z kopalni i wkładam przyciemniane okulary.

Nie miałam ostatnio zbyt wiele czasu, szóstka myliła mi się z dziewiątką, a dni zlały się w jedność i różnorodność. Balansuję cały czas na granicy rzeczywistości i snu. Wielki wóz toczy się nieustannie. Codziennie wstaję raczej wcześnie rano i staram się ustać na nogach do wieczora. Potrzebuję czasu na przystosowanie się. Nakręcam sobie zegar biologiczny. Śruby zgrzytają, tryby opornie dają się rozkręcać, z dziurki wylatuje stara kukułka skrzecząc coś. Wskazówka ucina mi głowę. Oddam głowę w dobre ręce – skrzeczy drewniany ptaszek, zostawiając mi swoje jajko.

Poznałam dziś parę osób, z którymi będę się uczyć. Nauki w tym roku jest dużo i jak głosi stara sentencja 'lepiej żebyś miała wsparcie, niżbyś go w ogóle nie miała'. Przeraża mnie tylko brak czasu. Do szóstki dodać dziewiątkę i niech dzień ma 69 godzin, a noc drugie 69. Szczyt lenistwa i rozrzutności. Dobrze, że Bóg stworzył ziemię najpierw, a ludzi później, bo gdyby miał słuchać wszystkich oczekiwań względem świata, poprzestałby być wszechmogącym.

Czekamy na Katarzynę, Johny pozdrawia, Mleczko wyleguje się w matniach bielizny. Odpoczywamy ale i tak jesteśmy zmęczone. Nieustannie siłujemy się rzeczywistością.

24h na dobę.

skomentuj (0)
Strona główna