8 IX 2009

2009-09-08 23:34:02

Mleczko dostała dziś nową zabawkę od Jenny. Jest to półmetrowy badyl do którego przytroczony jest barwny pióropusz. Kot wydaje się być bardzo zadowolony z prezentu, co potwierdza zanik kilku najbardziej błyszczących piórek. Jest taka malutka, że za każdym razem, gdy przechodzę do kuchni bądź łazienki uważnie stawiam kroki, bojąc się by nie rozdeptać tego szczurzego, smukłego ciałka. Czasem omyłkowo nazywam ją Mishą, ale myślę, że ani jedna, ani druga nie gniewa się na mnie, aczkolwiek osobowości obydwu można by umieścić w zgadywance 'znajdź 20 różnic'.

Piszę przy stole. Powinnam wymierzyć sobie policzek za te wszystkie marne próby tworzenia w chaosie pozycji leżących, półsiedzących i tym podobnych lenistw. Jeżeli ma się do dyspozycji stół i krzesło nie godzi się wybrać łóżka, które nasuwa na myśl starorzymskie wylegiwanie się z winogronem w gębie. Pisanie to akt. Podobnie jak z aktem miłosnym, trzeba stworzyć mu godne warunki. A w kąciku wyobraźni przeznaczyć miejsce na stukoty maszyny do pisania.

Wróciłam dziś z pracy bardzo zmęczona. Od jakiegoś czasu mam serdecznie wszystkiego dosyć. Za trzy tygodnie rozpoczyna się rok akademicki, a ja mam takie optymistyczne podejście. Nazwij to jak chcesz ale to na pewno sprawka przesilenia jesiennego. Jako podziemny szczur pozwolę sobie na stwierdzenie, że pogodę mamy fantastyczną. Na ledwo już ciepłe niebo wschodzi kołyszące się w złotych nitkach babiego lata wrześniowe słońce. W żadnym innym miesiącu w Polsce nie ma takiego słońca jak we wrześniu. Jego blask jest już lekko znużony, ospale rzuca plamy światła na dojrzewające kasztany. Rozlewa jak po trawie jak ciepłe mleko. Daje już tylko złudny cień lata.

Cieszę się, że mogę przetrwać następną zimę, tutaj, na Powiślu. Mimo wypadku z Mishą, czuję sympatię do tego miejsca i nieodłączną tęsknotę na myśl, że mogłabym opuścić to miejsce. Chyba jednak najbardziej powinno mi być żal siłowni, na którą zapisuję się już pół roku, a położona jest sto kroków od mojej kamienicy. Żując ziarna goryczy będę pluć sobie w brodę na wspomnienie o niej. Apeluję zatem do Patrycji abyśmy nie przekładały kupna karnetu na każdy poniedziałek tylko zrobiły to w którąś niedzielę.

skomentuj (1)
Strona główna