wielki wybuch

2009-09-18 01:56:20

Byli u nas dziś Poziomka i Kalafior. Ich przybycie zwiastuje polepszenie humoru. Cieszymy sie zarówno z ich przezwisk, jak i z tego, że niedawno wzięli ślub. Cieszymy się też z innych powodów, przy konsumpcji których zwykłam mówić „Gdzie jest, ja się pytam, Katarzyna”? Czuję się lepiej, aczkolwiek nie jest to stan perfekcyjny. Perfekcją jest leżenie w ciepłym łóżku. Leżąc owijać sobie cały wszechświat wokół palca na wzór procesu rodzenia się waty cukrowej i gdy już cała droga mleczna ulegnie skondensowaniu, pożreć ją, tak jak oczami pożera się z wystawy ciasteczka z bitą śmietaną.. I na końcu zdrowo to wszystko wysrać.

Patrzyłam dziś na dwie piękne kobiety. Siedząc przy stole, paliły papierosy, rozmawiały i patrzyły sobie w oczy. Myślałam o tym, że zawsze będąc z boku mam przyjemność nie wtrącać się w ich świat tylko patrzeć na pejzaż, który rysują ruchem swoich rąk. Cieszyło mnie też to, że nie nigdy nie krępowały się rozmawiać przy mnie. Jesteśmy jak planety, krążące po oddzielnych orbitach, które krzyżują się gdzieś we wszechświecie. Wykonawszy pełen obrót wybuchamy i przeradzamy się w supernowe.

Zakwitło we mnie cudowne marzenie i dojrzewa powoli jak jesienny kasztanek. To dobre uczucie móc powiedzieć, że coś jest moim marzeniem, ponieważ jest to dla mnie nowość. To mój pierwszy raz i będę je pielęgnować. Bo jak człowiekowi od początku odbiera się marzenia to stopniowo nie wie o czym marzyć. Ale zrozumiałam, że marzenia są ponad rzeczywistość, ponieważ są nierealne dlatego celem musi być przeskoczenie rzeczywistości. Po prostu.

Jenny i Mleczko czekają już na mnie w łóżku. Jenny zaraziła się ode mnie chorobą, ponieważ od zawsze pijemy kawę z jednego kubka. Wymasowałam jej łydki i zrobiłam kolację, żywiąc nadzieje, że będę skuteczniejsza od gripexu. Noce robią się coraz chłodniejsze, poranki orzeźwiają zaspaną skórę. Wyjeżdżając do pracy owijam sobie szyję szalikiem i pędzę usłanym liśćmi parkiem. W tym czasie mniej więcej, rok temu, wyszła Maria Awaria, która nieodłącznie kojarzy mi się z okresem jesieni. Nie miałyśmy jeszcze wtedy Mishy więc okno w kuchni otwierałyśmy na oścież. Pamiętam taką scenę jak ostatnim blaskiem słońca delektowały się piegi Gwiazdki, z którą urywałyśmy się z wykładów. Pamiętam też jak razem z Jenny zbierałyśmy kasztany aby udekorować nasze mieszkanie. Zaczynałam wtedy pracować w księgarni, nie miałam nawet butów na zimę i Jenny zaproponowała mi, że kupi mi conversy i będę je spłacać w ratach. Nienawidzę rat ale wtedy musiałam przystać na tę propozycję.

Wpadł do mnie dziś Pająk. Zastrzegł, że będzie utrzymywać metrowy dystans, ponieważ wciąż obawia się, że jest chory na ospę. Pokazał mi ośrodek wypoczynkowy, położony gdzieś na granicy Polski z Czechami i zaproponował, że jeśli będę już mieć dość rzeczywistości mogę podjąć w nim pracę, zwłaszcza, że pije się tam dużo piwa. Cóż, jedni uciekają w góry, inni do Nowej Zelandii, jeszcze inni marzą, a ci najwytrwalsi owijają sobie wszechświat wokół palca.

skomentuj (0)
Strona główna